Szczególnych, ponieważ to już praktycznie 5 miesięcy a ja nic nie zmieniłam w swoim życiu. Nic co miałam zmienić, wszystkie moje założenia, cała ta cholerna wiara w siebie... nic nie przyniosło efektów. Dieta poszła w zapomnienie... w sukienki się nie mieszczę.. ćwiczenia ehh..
8 dni poświęcę tylko bioderku... i sobie.
Dziś pierwszy raz od operacji czuję się dziwnie obolała, nie wiem może źle spałam.
Jestem zmęczona ciągłym myśleniem co robię dobrze a co źle, ciągłym poprawianiem się.
Mam dość ciągłej kontroli własnego ciała! Ciągle.. ciągle... mam dość tego wyrazu! Pragnę wyjechać gdzieś, zaszyć się na bezludnej wyspie ale tylko i wyłącznie z Nim ;* i odpocząć od wszystkiego i wszystkich.
Ogarnęła mnie niechęć do wszystkiego... :(
No ale w maju... ? Jak śnieg może padać w maju ;/
No cóż z pogodą nie wygrasz.. Ale miałam inne plany na ten wieczór niż siedzenie w domu lub ewentualna jazda samochodem po mieście.. bez celu.
Czasami jazda po mieście bez celu.. może przynieść jakieś korzyści.. na przykład taką jazdę samochodem po parkingu.. już zapomniałam jaką radość sprawia mi "obsługa" samochodu :D
Majowy weekend minął szybko, bez bólu, bez smutku.... Bioderko spisuje się na medal od czasu spotkania z Eleonorką. Jeszcze tylko ten brzuszek.. jak tu go zgubić??
Ehh..
Nowy rozdział w historii Ganzowiczki...
Może po kolei.. :)
W środę pojechałam na spotkanie z Eleonorą. Jak się okazało to bardzo optymistyczna kobieta :) podpowiedziała mi co mam robić a czego mi kategorycznie nie wolno!, pokazała odpowiednie ćwiczenia ( ćwiczenia izotermiczne wzmacniające moje słabe mięśnie ), kazała zgubić zbędny brzuszek ;), nauczyła prawidłowego chodzenia. Po tym spotkaniu nabrałam innego myślenia o moim bioderku, o tym co mu się tam dzieje. Rady, które otrzymałam od razu zaczęłam wprowadzać w życie. Zaskoczyła mnie jedna rzecz ... rzecz, która powinna się jak najszybciej zmienić mianowicie liczba FIZJOTERAPEUTÓW Z PRAWDZIWEGO ZDARZENIA I ZNAJĄCYCH SIĘ NA RZECZY.
Pełna optymizmu i chęci utrzymania bioderka w jak najlepszej kondycji przyjęłam do wiadomości, że nie zawsze rady innych... przechodzących to samo są pomocne! Przemyślałam wszystko i chce jak najszybciej założyć SZPILKI :) a więc DO DZIEŁA :)
Tak tak.. takim świetnym humorem dziś zaczęłam dzień.. a czemu?
Już tłumaczę:
1. Biodro spisuje się nie najgorzej
2. Słońce pięknie świeci
3. Wyspałam się ( a to graniczy z cudem )
4. Minione święta zmusiły mnie do krótkiej refleksji, której konsekwencją jest ten dobry nastrój
5. Kocham i jestem kochana! :)
Wiara w siebie.. czyni cuda... i to nie czasami.
Może nie jestem najpiękniejsza.. ( nigdy nie uważałam się nawet za ładną ) ale wiem, że to co myślę o samej sobie jest baaardzo ważne. Moja zaniżona samoocena skacze do góry i to w strasznym tempie :)
Co do rehabilitacji, podjęłam już odpowiednie kroki. Ostatnio napisałam do jednej dziewczyny z forum, która oferowała swoja pomoc w dziedzinie rehabilitacji po Ganzu. Dziś jestem z nią umówiona i zobaczymy co z tego wyjdzie. Chce sprawdzić w jakiej jestem kondycji, co myśli o tym wszystkim moje bioderko, chce w końcu poczuć, że wszystko jest ok!
Ostatnio chciałam spróbować jazdy na rowerze, ale nic z tego nie wyszło. Bałam się bólu, konsekwencji.. bałam się wszystkiego. Kiedyś byłam odważna i bardzo nieostrożna teraz nauczyłam się myśleć nad tym co robię i jakie może mieć to konsekwencje. Choć mogę powiedzieć, że czasami bardzo ryzykuje i robię to czego nie powinnam. Ale chce móc robić wszystko.
Święta są okropne.. pod każdym możliwym względem...
Chciałabym gdzieś wyjechać.. uciec.. daleko.. gdzie ciepło...
Smacznego Dyngusa..



